ORLETA-SPOMLEK.PL

Strona oficjalna

"Ojciec był moim najlepszym trenerem". Rozmowa z Dariuszem Wołkiem

Udostępnij


Od wielu lat związany z radzyńskimi Orlętami: początkowo jako zawodnik, później jako trener. Młodzież szkoli już od około 12 lat. Jak twierdzi, cierpi na chroniczny brak czasu, natomiast każdą wolną chwilę stara się spędzać z rodziną. Ma dwóch synów: Szymona (6 lat) oraz Błażeja (2,5 roku). Starszy chłopczyk – a jakże! – już trenuje piłkę nożną. Tym razem Katarzyna Wodowska (Magazyn "Grot") rozmawia z Dariuszem Wołkiem.




= Pierwsze, standardowe pytanie: skąd zainteresowanie piłką nożną?

- Już od dzieciństwa, odkąd pamiętam, interesowałem się tym sportem. Pochodzę ze sportowej rodziny. Mój ojciec grał w piłkę - wydaje mi się, że nawet lepiej ode mnie. I również zajmował się tym od dzieciństwa. Pracował w Międzyrzecu i tam występował w miejscowym Huraganie. To chyba były lata 60. ubiegłego wieku. Wówczas międzyrzecka drużyna stała na tym poziomie, co teraz Łęczna, była po prostu jedną z lepszych. Ojciec po prostu żył tym sportem, jeździł na obozy. Chyba właśnie z domu wzięło się to zainteresowanie piłką nożną.

= Ale pan swoją przyszłość związał z radzyńską drużyną.

- Tak, ponieważ jestem radzyniakiem. Teraz mieszkam w Łukowie, ale serducho zostało w Radzyniu. Gdy byłem młodym chłopcem, w szkole podstawowej grałem w tenisa stołowego, a piłkę nożną ćwiczyłem na podwórku. Później, około czternastego - piętnastego roku życia przyszedł czas na Orlęta. Najpierw grałem w trampkarzach, potem w juniorach młodszych. Zawsze byłem zwinny i szybki, więc przeważnie występowałem z przodu - jako napastnik i pomocnik na lewej stronie.

= Miał pan wielu trenerów?

- Właściwie miałem tylko trzech trenerów. Byli to panowie Spozowski, Mikuła i Marciniuk. Jednak chyba największy na mnie wpływ wywarł mój ojciec. Był też moim najlepszym trenerem.

= A co z nauką?

- Już w liceum wiedziałem, że chcę zostać trenerem. Pod tym kątem uczyłem się do egzaminów.  Po szkole średniej poszedłem na studia na AWF do Białej Podlaskiej. Nie miałem problemów z nauką. Zawsze starałem się w terminach zbierać zaliczenia i zdawać. Zaraz po studiach, na początku lat 90., przyszedłem do pracy w klubie w Radzyniu.

= I zajął się pan trenowaniem zawodników.

- Miałem nawet taki epizod, że przez bodajże dwa miesiące prowadziłem drużynę seniorów Orląt. Później prowadziłem juniorów. Kiedyś nie było takiej Ligi Wojewódzkiej jak teraz, lecz była Liga Makroregionalna. Mogę się poszczycić tym, że z moją pierwszą drużyną, po pierwszym sezonie weszliśmy wtedy do tej ligi. Był to wtedy znaczący sukces. Następnie miałem okres przerwy w pracy. Wyjechałem na wojaże i po kilku latach wróciłem. Był to czas, gdy prezesem Orląt został Szczepan Skomra. Nastał prawdziwy boom na piłkę nożną. Zostałem zatrudniony do dalszego prowadzenia młodzików. Robiłem to przez kilka lat, jednak później stało się tak, że podziękowano mi za pracę. Jednak dwa czy trzy lata później, gdy prezesem został Andrzej Tarkowski, ponownie zatrudniono mnie i powierzono najmłodszą grupę – żaków. Mija pięć lat, odkąd ich prowadzę. Dzisiaj to trampkarze młodsi, mają po czternaście - piętnaście lat. Trenuję teraz około dwudziestu zawodników.

= Jak wygląda wasz trening?

- Po pierwsze, staram się do każdego treningu przygotowywać. To nie może być tak, że tylko rzucę im piłkę i powiem: grajcie! Teraz, żeby coś osiągnąć, już nie można pozwolić sobie na zabawę. Podchodzę do swoich obowiązków bardzo poważnie. Przychodzę zawsze wcześniej, planuję, rozstawiam akcesoria do treningu. Trening powinien być solidny, ale i przemyślany. Jest rozpisany tzw. mikrocykl na siedem dni. Ćwiczymy technikę, taktykę, strzelanie. W tym sezonie mój rocznik wszedł już na duże boisko z pełnymi przepisami, dlatego sporo czasu trzeba poświęcić na taktykę.

= Prowadzi pan utalentowaną młodzież?

- Mam w grupie kilku całkiem obiecujących zawodników. Jeśli będą dalej dobrze prowadzeni i będą solidnie podchodzić do swoich obowiązków, to coś może z nich być. Ale naprawdę nie jest łatwo dobrze wychować piłkarza. Po pierwsze, taki zawodnik w domu musi mieć stabilną sytuację, musi mieć dobrych i mądrych rodziców. Szczególnie newralgiczny jest wiek gimnazjalny. Wtedy woda sodowa może po prostu uderzyć do głowy. Uważam, że moja grupa już się wykrystalizowała. Już coś potrafią i każdy nowy zawodnik, który przychodzi do drużyny musi naprawdę coś sobą reprezentować, żeby zostać.

= Co jest ważne w rozwoju młodego piłkarza, na jakie cechy pan szczególnie zwraca uwagę?

- Jak już mówiłem, po pierwsze musi mieć poukładane w głowie. Po drugie połknąć bakcyla piłki nożnej, mieć do tego zamiłowanie. No i odrobina talentu też jest potrzebna.

= Czy jacyś zawodnicy szczególnie utkwili panu w pamięci?

- Było kilku naprawdę utalentowanych chłopaków. Ale jeszcze raz powtórzę - aby wyszkolić zawodnika, który zaistniałby w poważnej piłce, musi być spełnionych naprawdę dużo warunków. Musi być dobrze wychowany, mieć poukładane w głowie i wiedzieć, czego chce. Było kilku, ale zaprzepaścili swoje szanse, gdy weszli w wiek młodzieńczy. Przykro się patrzy na takie sytuacje.

= Ma pan receptę na takie sytuacje?

- W Polsce nadal jest niedopracowany system szkolenia. Za mało czasu poświęca się młodzieży i za mało pieniędzy inwestuje w piłkę nożną. Gdy znajdzie się sponsor drużyny czy klubu, to od razu chce mieć zyski i efekty. A tu niestety nie ma tak łatwo. System powoli się zmienia, ale wciąż brakuje nam wiele do zachodnich klubów, drużyn. To jeszcze nie jest to. Uważam, że powinniśmy inwestować w młodzież i tworzyć ośrodki szkolenia, bo u nas jest to w powijakach. Chcemy efektów, twierdzimy, że jest system – ale to partyzantka.

= Jakie cechy trzeba posiadać, żeby być dobrym trenerem?

- Trzeba to lubić, po prostu żyć tym. Trener musi być zrównoważony, opanowany. Nieraz naprawdę ciężko jest wysiedzieć na ławce i spokojnie obserwować różne sytuacje na boisku. Poza tym ilu ludzi przychodzi na mecz, tylu jest trenerami. Jednak żeby pojąć pracę trenera, który siedzi na ławce będąc kłębkiem nerwów, trzeba nim po prostu być – inaczej nie zrozumie się tego. Kierowanie drużyną to często duży stres.

= Jak zachęci pan młodych chłopaków, żeby przychodzili do Orląt? Co tu jest takiego, że warto przyjść, grać i rozwijać się?

- Na szczęście w Radzyniu z bazą szkoleniową nie jest tak źle. Wszystko idzie w dobrym kierunku i jest coraz lepiej. Uważam, że boiska są jednymi z lepszych w województwie, a do tego widać efekty szkolenia. Moja drużyna na tym poziomie ma czwarte miejsce w regionie, a gra dopiero pierwszy sezon w tej Lidze Wojewódzkiej. Dlatego naprawdę mogę powiedzieć, że jest dobrze. Staram się zachęcać chłopaków do gry atrakcyjnymi zajęciami. Treningi muszą się podobać i sprawiać przyjemność, a nie kojarzyć się z harówą i przymusem. Po prostu sprawność i wytrzymałość można rozwijać w atrakcyjny sposób.

= Komu pan kibicuje?

- Nigdy nie miałem ulubionego piłkarza ani drużyny, ale podoba mi się liga niemiecka, angielska i hiszpańska. Lubię patrzeć na dobrą piłkę.

= I na koniec zapytam o marzenie.

- Chciałbym z moją obecną drużyną zająć jak najlepsze miejsce w Lidze Wojewódzkiej. Zawodnikom, których prowadzę poświęciłem dużo czasu. Efekty już widać i staram się nie odpuszczać, bo jak się odpuści, to cała praca pójdzie na marne. A tego bym bardzo nie chciał.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Sponsor drużyny Młodzicy

VIDEO 1

Kalendarz wydarzeń

październik 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
2
3
4
5
6
8
9
10
11
12
13
16
17
18
19
20
23
24
25
26
27
30
31

Dołącz do Nas

Video

Losowe zdjęcie

Brak grafik

Ostatnie dodane zdjęcia

Panel logowania

Osób online

Odwiedza nas 0 gości oraz 0 użytkowników.

 

 

Sponsor techniczny:

                                                                                                            

        

 

 

 

Ta strona stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka).

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem
Dog