ORLETA-SPOMLEK.PL

Strona oficjalna

"Trzeba mieć właściwe podejście - zawsze optymistyczne". Rozmowa z Danielem Sytą

Udostępnij


Pełni funkcję szkoleniowca Żaków w radzyńskich Orlętach. Zawsze uśmiechnięty i – jak w tytule – pozytywnie nastawiony. Wśród swoich małych podopiecznych cieszy się dużym szacunkiem. Jest wielkim sympatykiem Legii Warszawa i Olympique Marsylia. Prywatnie jest natomiast interesującą osobowością: oprócz sportu pasjonuje go historia, marzy by podróżować i zwiedzać, uwielbia włoską kuchnię, a najchętniej słucha polskiego hip-hopu. I – uwaga Drogie Czytelniczki – jest kawalerem! Rozmawiamy z Danielem Sytą.



= Komu kibicowałeś jako młody chłopak?

- Zdecydowanie Legii Warszawa.

= A teraz?

- W polskiej lidze nadal warszawskiej Legii. Jednak klubem, który darzę największą sympatią jest Olympique Marsylia. Kolega, który mieszkał i pracował na Korsyce, przywiózł mi kiedyś sprzęt, koszulkę, dres tego klubu i od tego się zaczęło. Bardzo kibicuję tej drużynie.

= Kiedy rozpoczęła się twoja przygoda z piłką nożną?

- Już od małego lubiłem grać. Mój ojciec i wujek też kopali piłkę, więc może rodzina miała jakiś wpływ na moje zainteresowanie tym sportem. Odkąd pamiętam, graliśmy z kolegami na podwórku. Od dziecka mieszkałem i wychowywałem się na Zabielskiej – tam na boisku między blokami dzień w dzień graliśmy w piłkę, a potem przyszedł czas na Orlęta. Byłem wtedy w IV czy V klasie podstawówki. Moim pierwszym trenerem był Tomasz Odrzygóźdź. Pod jego skrzydłami wywalczyliśmy mistrzostwo województwa bialskopodlaskiego w Trampkarzach. Później grałem w Juniorach Młodszych, ale dzięki decyzji trenera Spozowskiego szybko awansowałem do Juniorów Starszych. Między mną a innymi zawodnikami była różnica wieku wynosząca około trzech lat. Koledzy mieli po 18 lat, a ja 15. W tym wieku to bardzo dużo. Można powiedzieć, że to były moje pierwsze kroki w dorosłej piłce nożnej. Ten czas bardzo dużo mi dał. Na początku było ciężko, ale nauczyłem się odwagi i szło mi coraz lepiej.

= By wreszcie móc grać w Seniorach.

- Zgadza się. Jak wielu moich kolegów wówczas, zacząłem grać dosyć wcześnie. To był ciekawy czas. Była kilkunastoosobowa grupa zdolnych chłopaków w moim wieku i zaczęliśmy grać w Seniorach. W tym właśnie czasie zdobyliśmy mistrzostwo województwa i zaczęliśmy grać w Lidze Makroregionalnej – to był awans po kilkunastu latach nieobecności. Byliśmy naprawdę dobrą grupą, prowadził nas trener Dariusz Wołek. Przyznam jednak, że pierwsza runda w Makroregionie była trochę nieudana, ale na wiosnę – kiedy zgraliśmy się bardziej i zrozumieliśmy, o co chodzi w poważniejszej piłce – szło nam coraz bardziej przyzwoicie. A później miałem przerwę w graniu spowodowaną wojskiem. Przez pierwsze miesiące byłem normalnie w służbie wojskowej, a następnie "ściągnięto" mnie do Dęblina, gdzie funkcjonował Wojskowy Klub Sportowy Orlęta Dęblin. Tam, jako żołnierz zasadniczej służby, grałem w piłkę. Była to trzecia liga. Po wojsku trafiłem do Łukowa, z tamtejszymi trzecioligowymi Orlętami święciłem swoje największe triumfy.

= No właśnie, opowiedz coś więcej o momentach, które oceniasz jako swoje największe sukcesy.

- Na pewno spory sukces osiągnąłem w radzyńskich juniorach, kiedy po bodajże dziewiętnastu latach awansowaliśmy do Makroregionu. A w piłce seniorskiej niewątpliwie największe sukcesy odnosiłem właśnie w Orlętach Łuków. To był rok 1998, może 1999, zdobyliśmy pierwsze miejsce w trzeciej lidze. Wtedy w Polsce były cztery ligi, a ta druga była już zapleczem Ekstraklasy. Graliśmy z takimi drużynami, jak Cracovia, Radomiak czy Siarka Tarnobrzeg. To były naprawdę dobre drużyny, a my dawaliśmy sobie z nimi radę, ogrywaliśmy ich, dzięki czemu zdobyliśmy pierwsze miejsce. No niestety w barażach już się nie udało. Przegraliśmy mecz na wyjeździe 0:1. U nas był remis, co dawało awans drużynie z Sanoka.

= Dęblin, Łuków… Ale wreszcie wróciłeś do Radzynia.

- Tak, wróciłem do Radzynia. Następnie grałem trochę w Międzyrzecu i z powrotem w radzyńskich Orlętach. A później skończyło się granie. Mam już swoje lata, a jest wielu zdolnych chłopaków i trzeba im zrobić miejsce w drużynie.

= Masz do tego chłodne, ale zdrowe podejście.

- Ja sam tak to kiedyś odczuwałem, rozumiem młodych chłopaków i stąd takie, a nie inne podejście.

= Teraz jesteś trenerem.

- Tak. Wcześniej prowadziłem grupę młodzieżową w Międzyrzecu, dwie grupy seniorskie w "okręgówce" w Kąkolewnicy oraz w A-Klasie w Wohyniu. Obecnie zajmuję się grupą Żaków w radzyńskich Orlętach. To najmłodsza grupa naborowa, pojawiła się w tym sezonie.

= Ilu masz podopiecznych?

- Na razie 35 chłopców, ale wkrótce będzie ich 38. Mają po pięć, sześć, siedem lat. Od razu wyjaśniam, że nie jestem sam, jest drugi trener. Może i dałbym radę sam, ale tak duża liczba dzieci nie szłaby w jakość treningu. Młodym chłopcom trzeba poświęcić mnóstwo czasu, dużo rzeczy tłumaczyć, pokazywać. Dlatego pomaga mi Sebastian Żądełek. Oficjalnie jesteśmy dwoma trenerami tej grupy. Podobnie jest w innych grupach i myślę, że jest to dobry pomysł. Z czasem zawodnicy wykruszają się i w wieku Juniora Młodszego, Trampkarza Starszego zostaje ich piętnastu - dwudziestu i jeden trener spokojnie sobie radzi.

= Jak wygląda trening takich małych sportowców?

- To przede wszystkim zabawa. Dzieci nie mogą się bać – w szczególności nie mogą bać się trenera, nie można ich do siebie zrazić. Trzeba mieć właściwe podejście, zawsze optymistyczne. To są dzieci, one jeszcze pewnych rzeczy nie rozumieją, pojawiają się różne sytuacje, ale mamy nagrody i kary – i to wystarcza. Myślę, że zdobyłem już u nich autorytet, poza tym polubiłem tę grupę. To są fajne dzieciaki i dogadujemy się bez problemu.

= Co jest ważne w rozwoju młodego piłkarza? Na co zwracasz szczególną uwagę i jakie cechy chcesz w nich rozwijać?

- W tym wieku skupiamy się na wyrobieniu zwinności, gibkości i koordynacji ruchowej. To jest podstawą u tak małego dziecka. Jeżeli nie opanują teraz tych cech, to w przyszłości będą mieć problemy ze wszystkim. Później każdy etap będzie się walił. Bez tej bazy pojawią się problemy nawet z ćwiczeniem techniki, z taktyką na boisku. Taki chłopak po prostu nie poradzi sobie.

= Czy masz w swojej grupie utalentowanych zawodników?

- O tak, mam! Moja grupa, ale również nabory w grupach trenera Kazubskiego czy Borysiuka są bardzo silne. Po prostu widać, że zmieniła się mentalność ludzi prowadzących Klub. Zaczęto stawiać na szkolenie młodzieży. Wyciągnięto również wnioski, że nie tędy droga, aby ściągać zawodników i płacić im, skoro tutaj – na miejscu – jest dużo fajnych młodych chłopaków, którzy naprawdę nieźle będą grali w piłkę. Mogę śmiało powiedzieć, że w mojej grupie nawet dwudziestu chłopaków jest bardzo dobrze rokujących. Z własnego doświadczenia wiem, że na pewno zostaną przy piłce i będą grali przyzwoicie. Będziemy się cieszyć, jeśli z tych dwudziestu czterech czy pięciu skończy wiek Juniora i będzie rywalizować o miejsce w radzyńskiej drużynie seniorskiej.

= Jakimi cechami musisz się wykazać, aby nawiązać z dziećmi dobre relacje i czegoś ich nauczyć?

- Przede wszystkim cierpliwością i wyrozumiałością. I jeśli chcę ich czegoś nauczyć, to muszę być też stanowczy. W takim wieku nie ma odpuszczania, pewne umiejętności muszą posiąść i zrealizować, aby to zaprocentowało z czasem. Potrzebna jest też dobra komunikacja. Dziecko nie może bać się trenera, musi mu ufać, wierzyć, a trener ma być autorytetem dla dziecka. Powinien być pogodnie nastawiony, z optymizmem przychodzić na trening. Wszelkie problemy nie związane z pracą muszą zostać za progiem, bo inaczej dziecko szybko wyczuje, że coś jest nie tak, że trener nie jest "w sosie" i stanie się bojaźliwe.

= Jak zachęcisz młodych chłopaków, by przychodzili do Orląt? Co tu jest takiego, że warto przyjść i trenować?

- Po pierwsze, mają super warunki do uprawiania piłki nożnej, szczególnie w porównaniu z Międzyrzecem, Parczewem czy Lubartowem. Mamy piękny stadion, możemy korzystać z dużej hali, jest basen. Poza tym dzięki grze dzieci poznają nowych kolegów. Będąc w drużynie uczą się pewnych zachowań, które mogą przydać im się w dorosłym życiu. Jeżdżąc na mecze będą poznawać nasz kraj, a może i trochę świata.

= Twoje marzenie związane ze sportem czy z trenerką?

- Bardzo chciałbym, aby jak najwięcej chłopców z prowadzonej przeze mnie grupy grało w przyszłości w naszej radzyńskiej pierwszej drużynie. Byłbym wtedy bardzo zadowolony. A jeśli ktoś poczyniłby takie postępy, że moglibyśmy oglądać go w telewizji podczas występów w kadrze reprezentacji narodowej – byłoby super!


Rozmawiała Katarzyna Wodowska (Grot).

Komentarze   

+6 #1 Ładnie...Zbynieks 2014-01-06 20:25
"I – uwaga Drogie Czytelniczki – jest kawalerem! Rozmawiamy z Danielem Sytą."
AUDYCJA ZAWIERA LOKOWANIE PRODUKTU :)
Dobra robota Daniel :)
Cytować

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

VIDEO 1

Kalendarz wydarzeń

Dołącz do Nas

Video

Losowe zdjęcie

Brak grafik

Ostatnie dodane zdjęcia

Panel logowania

Osób online

Odwiedza nas 119 gości oraz 0 użytkowników.

 

 

Sponsor techniczny:

                                                                                                            

        

 

 

 

Ta strona stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka).

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem