ORLETA-SPOMLEK.PL

Strona oficjalna

Radzyńskie mundiale: Mundial 1970 po radziecku. Kto to jeszcze pamięta?

Udostępnij


Dzisiaj początek piłkarskich mistrzostw świata w Brazylii. Z tej okazji proponujemy czytelnikom nowy cykl artykułów pt. Radzyńskie mundiale. Na dobry początek prezentujemy wspomnienia Jerzego Chromika - radzyniaka i jednego z najbardziej uznanych w Polsce dziennikarzy sportowych (w przeszłości pracował m.in. w "Sportowcu" i "Przeglądzie Sportowym", obecnie w TVP Sport). Zapraszamy do lektury i jednocześnie zachęcamy kibiców do przysyłania własnych wspomnień.




Mundial 1970 po radziecku. Kto to jeszcze pamięta?


Ucieszyłem się jak dziecko. Żyje Pani Sawiczowa, cudowna szefowa klubu w latach 60. ubiegłego wieku, w ścianie frontowej pałacu!

To tam można było pograć w piłkarzyki, bilard, szachy i brydża. Dziś takich miejsc w naszym miasteczku już nie ma... Każdy ma kilka telewizorów i nie musi czekać na otwarcie szafki, w której stało najcenniejsze "radio z lufcikiem" w mieście. W czwartki przedstawienie Teatru Kobra, w niedzielę "Bonanza" lub "Koń który mówi". A raz na cztery lata były mistrzostwa świata. W piłce nożnej. To dopiero było święto w Radzyniu!

Miałem 10 lat, gdy rozmawiał o nich świat... Eusebio, Pele, Bobby Moore. Pierwsze finały obejrzałem w 1966 roku dzięki uprzejmości Państwa Sidorowiczów. Pani Helena nie przepadała za piłką, ale pozwoliła zobaczyć synowi Adamowi i synowi sąsiadów dwa mecze. Portugalia rywalizowała w ćwierćfinale z KRL-D (dziś Korea Północna). Przegrywała 0:3 po pół godzinie, lecz zdołała awansować dzięki fenomenalnej grze Czarnej Perły z Mozambiku.

Ten drugi mecz to niezapomniany finał Anglia – NRF (Niemcy Zachodnie, potem RFN). Gol, o którym do dziś nie da się napisać ze stuprocentową pewnością, że padł. Ale został uznany i kto wie, czy nie zdecydował o tytule mistrza świata gospodarzy turnieju. Na ekranie telewizora czarno-białego była szyba w trzech kolorach. Było zatem złudzenie transmisji w kolorze, jednak przez tę szybę z pewnością nie było widać, czy piłka przekroczyła linię bramkową całym obwodem. Sędzia też nie widział...

Cztery lata później były pierwsze finały w Meksyku. W klubie Pani Sawiczowej zasiedli najwięksi znawcy futbolu, a czternastolatek mógł liczyć wyłącznie na miejsce pod ścianą. TVP nie transmitowała finałów, ale sąsiedzi z Brześcia jak najbardziej. Pamiętam finał Brazylia – Włochy zakończony wynikiem 4:1. W kolorze! Kto był najbliżej, ten walił w telewizor, żeby przywrócić obraz, który musiał pokonać granicę koło Terespola. Widzieliśmy chyba wszystkie gole tego wspaniałego meczu, po którym Brazylia dostała Puchar Rimeta na zawsze.

Po co to wszystko przypominam? Bo mam marzenie! By 44 lata po tamtym finale spotkać się z tymi, którzy oglądali mecz w niezapomnianej klubowej atmosferze. I razem zobaczyć... ostatnie spotkanie tegorocznego mundialu w towarzystwie znakomitego gościa z Warszawy. A potem z kwiatami odwiedzić Panią Sawiczową. To byłby hołd złożony Komuś, kto wpisał się w moje dzieciństwo. I pozwolił pokochać futbol na resztę życia.


                                                                                                                                  Jerzy Chromik

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

VIDEO 1

Kalendarz wydarzeń

Dołącz do Nas

Video

Losowe zdjęcie

Brak grafik

Ostatnie dodane zdjęcia

Panel logowania

Osób online

Odwiedza nas 118 gości oraz 0 użytkowników.

 

 

Sponsor techniczny:

                                                                                                            

        

 

 

 

Ta strona stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka).

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem