ORLETA-SPOMLEK.PL

Strona oficjalna

"Za tą drużyną pójdę w ogień". Rozmowa z trenerem Damianem Pankiem

Udostępnij


Trzydzieści siedem lat. Oddany mąż i ojciec dwójki dzieci, a od maja ubiegłego roku szkoleniowiec pierwszej drużyny naszych Orląt. Otwarcie mówi, że większość jego życia to piłka nożna, a teraz robi to, co lubi najbardziej. Poproszony o wypowiedzenie zawodowego marzenia stwierdza: "Mam nadzieję, że kończąc obecne rozgrywki siądziemy razem, podsumujemy cały ten sezon i chłopcy powiedzą: trenerze, zrobiliśmy kawał dobrej roboty!". Zapraszamy do lektury wywiadu z Damianem Pankiem przeprowadzonego przez Katarzynę Wodowską ("Grot").



= Damianie, standard: skąd zainteresowanie piłką nożną?

- Pochodzę z małej miejscowości Lubycza Królewska i takie już były czasy 30 lat temu, że wszystkie dzieci biegły grać w piłkę. W tak małej miejscowości nie było się czym zająć i większość czasu spędzaliśmy na boisku. Poza tym klub był jeden z praktycznie tylko jedną sekcją – piłki nożnej. Ale oczywiście pasja też była. Nie pochodzę ze sportowej rodziny, jednak zainteresował mnie ten sport i… tak tkwię aż do dzisiaj. Natomiast moim pierwszym klubem była Granica Lubycza Królewska, to był mój rodzinny klub i grałem tam do osiemnastego roku życia. Później poszedłem na studia do Białej Podlaskiej, gdzie przez cztery lata byłem zawodnikiem Podlasia i stamtąd w 2001 roku przyszedłem tutaj, do Radzynia.

= Na jakiej pozycji występowałeś?

- Występowałem zdecydowanie z przodu. Od najmłodszych lat interesowało mnie strzelanie bramek. Można powiedzieć, że jak byłem młodszy, to na boisku byłem egoistą. Imponowali mi tylko zawodnicy ofensywni. Zawsze zainteresowany byłem zdobywaniem bramek i tak się potoczyło, że przez całe swoje życie grałem tylko i wyłącznie jako napastnik.

= Przypomnij swoje początki w radzyńskich Orlętach.

- To był 2001 rok. Dostałem telefon z Radzynia od jednego z działaczy. Skończyłem wtedy IV rok studiów. W tamtym czasie miałem też propozycję z Łady Biłgoraj i wahałem się: Radzyń czy Biłgoraj. Biłgoraj był bliżej mojego rodzinnego domu, z kolei Radzyń był bliżej Białej Podlaskiej. Można powiedzieć, że zadecydowały też względy rodzinne, ponieważ żona i teściowie są z Białej i tak się to potoczyło. Oferta od ówczesnego prezesa Szczepana Skomry była nie do odrzucenia i zostałem. Chociaż muszę przyznać szczerze, że nie zanosiło się na to, że zostanę tutaj na dłużej, bo chciałem na rok, góra dwa – taki okres przejściowy – i chcieliśmy wrócić do Białej. Zdarzyło się inaczej. Nie żałuję tego, jestem tu po prostu szczęśliwy.

= A trenowałeś młodzież?

- Tak. Od początku, od kiedy przyszedłem do Radzynia Podlaskiego, dostałem propozycję prowadzenia grup młodzieżowych. Trenowałem je przez kilkanaście lat. Przez pierwsze lata, kiedy byłem czynnym piłkarzem, ciężko było pogodzić grę w piłkę, trenowanie, pracę w szkole i uprawianie sportu. Ale to było zdobywanie doświadczenia. Byłem wtedy młodym trenerem i praca z dziećmi nauczyła mnie systematyczności, a także poważnego podchodzenia do swoich obowiązków. I tak jest do dzisiaj.

= Czy młodzież, którą trenowałeś była dobrym "narybkiem"?

- Trzeba stwierdzić, że teraz, na przestrzeni kilku lat to się zmieniło. Kiedyś to funkcjonowało na całkiem innych zasadach. Wcześniej grupy młodzieżowe nie były tak dobrze zorganizowane, jak obecnie. Można powiedzieć, że dopiero od kilku lat dzieci mają super warunki i są dostrzegane. Kiedyś różnie to bywało i pracowało się ciężko, bo te grupy były traktowane po macoszemu. Teraz jest zmiana na duży plus i uważam, że wszystko idzie w dobrym kierunku. To widać po wychowankach, warto z nimi pracować. Jeśli miałbym wymienić kogoś, kto szczególnie utkwił mi w pamięci, to na pewno jeden z moich wychowanków - Bartek Powałka, który poszedł do Widoku Lublin i teraz jest już reprezentantem województwa w roczniku 98 oraz kapitanem tej drużyny. A obecnie Robert Nowacki, który powoływany był na konsultacje reprezentacji Polski. To są tacy dwaj zawodnicy, którzy w przyszłości mogą grać na wyższym poziomie, niż radzyńskie Orlęta.

= Na co stawiałeś trenując młodzież? Co było najważniejsze w rozwoju młodego piłkarza?

- Pracuję w szkole i zdaję sobie sprawę, że skala umiejętności i skala talentu jest u każdego zawodnika inna. Chciałem bardzo, aby oderwali się od komputerów, przyszli na trening i mieli z tego satysfakcję. Po liczbie zawodników trenujących w mojej drużynie mogę już stwierdzić, że udało mi się zainteresować dzieci tym sportem. Nigdy nie miałem problemów z frekwencją i to uważam za swój sukces. Rodzice też byli bardzo zaangażowani. Cała drużyna zawsze w wakacje wyjeżdżała ze mną na obóz, a to się wiązało z kosztami i rodzice w tym wszystkim pomagali.

= Wolisz trenować młodzież czy pierwszą drużynę?

- To pytanie jest mi często zadawane i sam sobie je zadaję. Żona też mnie o to pyta. Może za krótko jestem trenerem pierwszej drużyny, bo dopiero od siedmiu miesięcy i trochę ciężko mi jeszcze na ten temat coś powiedzieć. Trzeba przyznać, że w seniorskiej piłce dopiero raczkuję, ale już mogę stwierdzić, że to jest całkiem inna bajka, inna praca - bardziej odpowiedzialna, stresująca, wymagająca więcej czasu, większego przygotowania się do treningu, przygotowania się do meczu i po meczu. Tutaj pracuje się z ludźmi dorosłymi i nie ma mowy o żadnej improwizacji, nie na tym poziomie. Do tego mam taki charakter, że chciałbym, aby wszystko było dopięte i poukładane. Młody jestem i uczę się. Nie uważam się wcale za jakiegoś wybitnego szkoleniowca, bowiem tacy pracują na znacznie, znacznie wyższym poziomie. Robię to, co lubię najbardziej i mam nadzieję, że to przynosi satysfakcję również moim zawodnikom.

= Pamiętasz ten moment, kiedy otrzymałeś propozycję poprowadzenia pierwszej drużyny? Jak to odebrałeś - wyzwanie, wyróżnienie?

- Naprawdę ciężko z tym było. To było 10 albo 12 maja. Podczas spotkania z prezesami usłyszałem właśnie tę propozycję. Na początku odmówiłem, ale dostałem czas do ponownego zastanowienia. Po rozmowie z ówczesnymi zawodnikami pierwszej drużyny i z zarządem – zdecydowałem się. To naprawdę była trudna decyzja i nie wiedziałem, czy robię dobrze. Miałem świadomość, w jakiej sytuacji była wówczas drużyna, że jest bardzo ciężko i niełatwo będzie zrealizować cel, którym było utrzymanie. A z drugiej strony chodziłem na mecze i jako kibic wiedziałem, że ta drużyna nie zasługuje na spadek, że coś jest nie tak. Poza tym znałem tych chłopaków, grałem z nimi wiele lat w piłkę. Uwierzyłem, że jestem w stanie pomóc tej drużynie. I wspólnymi siłami udało się zrealizować cel, ale na początku zdecydowałem, że poprowadzę Orlęta tylko do końca sezonu i nie zastanawiałem się, co będzie od lipca. Interesował mnie tylko i wyłącznie maj i czerwiec.

= A w kalendarzu mamy już styczeń...

- Zauważyłem, że nasza praca przynosi efekt. Po rozmowie z drużyną i w domu z żoną zdecydowałem, że może warto spróbować i zrobić coś więcej. Nie chciałem być takim strażakiem, który tylko gasi pożar, nie zamierzałem być trenerem z etykietką "na chwilę". Chciałem spróbować i się sprawdzić, czy rzeczywiście poradzę sobie w tym ciężkim zawodzie. Teraz nie żałuję, bo zanotowaliśmy dobrą jesień. Wiadomo, czasami ma się wszystkiego dość, tak jest najczęściej po porażkach. Ja jednak grałem w piłkę tyle lat, że jestem przyzwyczajony do różnych nastrojów, opinii i sytuacji. Myślę, że jako piłkarza trochę mnie to uodporniło i potrafię przystosować się do istniejących warunków.

= Zostając trenerem na pewno postawiłeś przed sobą cele. Jakie?

- Wiedziałem, że sukces przyjdzie, jeżeli w drużynie zapanuje dobra atmosfera. Zdaję sobie sprawę, że to wszystko, co dzieje się w niedzielę w godzinach od 14 do 16, czyli w godzinach meczu, bierze się od pracy nie tylko na treningu ale też przed treningiem i po nim – czyli od szatni. Dobra atmosfera w drużynie rzutuje na lepsze wyniki. Wiedziałem, że to dobra drużyna, znałem tych chłopaków, wiedziałem, że oni potrafią grać w piłkę. Zdajemy sobie sprawę, że nie jesteśmy jakąś super wybitną drużyną, bo takie grają dużo, dużo wyżej. Ale mam do nich pełne zaufanie i zauważyłem, że oni do mnie też. Naszym celem było to, aby mieć satysfakcję z tego, co robimy, a wynik na pewno przyjdzie. Do tej pory zależy mi, aby pracować ze zdwojoną siłą w momentach, kiedy przychodzą niepowodzenia i porażki, bo wtedy trzeba pokazać charakter. Trener, piłkarze i kibice są mądrzy, jak wszystko dobrze idzie. Wtedy klepiemy się i mówimy, że wszystko jest OK. A ja lubię pracować w sytuacjach, kiedy drużynie czy mi coś nie wyjdzie, np. po porażce. Uwielbiam ten tydzień, kiedy trzeba się zmobilizować i jest we mnie ta złość. Tak było np. po spotkaniu w Jarosławiu i po pierwszym meczu z Orłem Przeworsk. U siebie na inaugurację przegraliśmy 1:3, nasłuchaliśmy się wielu niepochlebnych opinii o nas. Wtedy zmobilizowaliśmy się i chcieliśmy za wszelką cenę udowodnić, że na pewno nie jesteśmy tą drużyną, jaka wyszła na pierwszy mecz.

= Jak oceniasz rundę jesienną?

- Spadliśmy z wysokiego konia, ponieważ po euforii majowej i czerwcowej, gdzie zdobyliśmy dużo punktów, zatrzymaliśmy się w sytuacji - można powiedzieć - naprawdę beznadziejnej. Wszystkim się wydawało, że pierwszy mecz z Przeworskiem to będzie spacerek – tym bardziej, że miesiąc wcześniej ograliśmy tę drużynę u siebie dość wysoko i gładko. Sprowadziło nas to na ziemię. Wszystkim to powtarzam - ta pierwsza porażka była nam potrzebna. Dobrze, że była na początku, a nie w środku rundy. Co tu dużo mówić, zdobyliśmy 33 punkty i jesteśmy na "pudle", ale na pewno nas to nie zadowala, bo to jest dopiero półmetek. Można być rozliczonym pozytywnie lub negatywnie dopiero 7 czy 8 czerwca, czyli jak się sezon skończy. Wtedy usiądziemy i będziemy mogli podsumowywać. No ale ta runda – byłbym samobójcą mówiąc, że coś było nie tak. Zanotowaliśmy tylko cztery wpadki i wygraliśmy dziesięć meczów, co jest dobrym wynikiem. Zdajemy sobie sprawę, że jest jeszcze dużo rzeczy do poprawienia zanim osiądziemy na laurach i będziemy się cieszyć z tych punktów. Na pewno będziemy na wiosnę walczyć, a ta runda była na taką silną czwórkę z plusem.

= Jest to dla was kopniak mobilizacyjny czy duża presja?

- Oczekiwania są duże, bo już niektórzy tutaj zaczynają wspominać o pierwszym miejscu i awansie do drugiej ligi. Na pewno my takich myśli jako drużyna nie mamy i nikt z głową w chmurach nie chodzi, bo sport to jest brutalna rzecz i przegra się dwa - trzy mecze na wiosnę i każdy powie, że miał być awans, a wynik jest zupełnie inny. Cel się nie zmienia. Myślę, że cel postawiony przez zarząd i przez nas samych, czyli utrzymanie się w trzeciej lidze zostaje nadal aktualny. Uważam, że punkty, które mamy dają nam spokojną wiosnę i to utrzymanie. Chcemy być w górnej połówce tabeli, a o awansie na dzień dzisiejszy nikt nie mówi. Myślę, że twardo chodzimy po ziemi. Mogę kibiców zapewnić, że chcemy na wiosnę dawać satysfakcję i wygrać jak największą ilość meczów przede wszystkim u siebie, tutaj w Radzyniu.

= Który z zawodników wyróżniał się szczególnie w minionym roku?

- Często otrzymuję takie pytanie. Odpowiem tak: nie ma w tym zespole gwiazd, które wybijałyby się ponad przeciętność czy ponad całą drużynę. Biorąc tę drużynę w maju wiedziałem, że jest dziesięciu - dwunastu zawodników, którzy prezentują solidny trzecioligowy poziom. Obejmując funkcję trenera wiedziałem, że jest dużo do roboty, ale wiedziałem też, że jest z kim pracować. Indywidualnie ciężko byłoby kogoś wyróżnić, bo jest to drużyna budowana nie tylko w tym sezonie – niektórzy z tych chłopców grają ze sobą od wielu, wielu lat i to jest naszą siłą. Nie ma tu wielkich rewolucji, drużyna się zna, potrafimy wykorzystać potencjał tej ekipy. Chłopaki grają w trzeciej lidze po kilka lat, doszło kilku bardzo dobrych wychowanków od trenera Koperwasa. Myślę, że naszą największą siłą jest szeroka kadra i taki wyrównany kolektyw. To jest sukces tej drużyny.

= Kilka zdań dla twojej drużyny na kolejne miesiące.

- Powiem tak, jak po ostatnim meczu w Przeworsku: poszedłbym za tą drużyną w ogień. Nie wycofuję się z tych słów. Mam super ekipę, z którą pracuje mi się bardzo dobrze, tą atmosferą budują wyniki. Chciałbym też, żeby wtedy, gdy coś naprawdę nie idzie mieli do mnie zaufanie, bo ja do nich mam pełne. Mam nadzieję, że 8 czerwca, kończąc obecne rozgrywki, siądziemy razem, podsumujemy cały sezon i chłopcy powiedzą: "trenerze, zrobiliśmy kawał dobrej roboty!".

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

VIDEO 1

Kalendarz wydarzeń

sierpień 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
13
14
17
18
20
21
22
23
24
25
28
29
31

Dołącz do Nas

Video

Losowe zdjęcie

Brak grafik

Ostatnie dodane zdjęcia

Panel logowania

Osób online

Odwiedza nas 0 gości oraz 0 użytkowników.

 

 

Sponsor techniczny:

                                                                                                            

        

 

 

 

Ta strona stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka).

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem