ORLETA-SPOMLEK.PL

Strona oficjalna

"Sport uczy charakteru". Rozmowa z Robertem Kazubskim

Udostępnij


Ma dwadzieścia cztery lata i jest kawalerem. Od niedawna mieszka w naszym mieście. Jak przyznaje, są momenty, w których tęskni za rodzinnymi stronami, ale w Radzyniu jest jego drugie życie. – Gra jest tym, co lubię robić najbardziej. Piłka nożna i treningi z dziećmi – to sprawia mi największą satysfakcję – podkreśla. Opanowany, skromny, ale zawsze bardzo konsekwentny w swoich zamierzeniach. W wolnym czasie stawia głównie na samokształcenie i lubi czytać książki dotyczące pracy szkoleniowca. Pytany o marzenia, odpowiada bez wahania: być szczęśliwym i zdrowym. W przyszłości chciałby zagrać w jednej drużynie ze swoim obecnym podopiecznym bądź... przeciwko niemu. Tym razem Katarzyna Wodowska ("Grot") rozmawia z Robertem Kazubskim, zawodnikiem Orląt i trenerem Orlików Młodszych.



= Robert, skąd zainteresowanie piłką nożną?

- Zainteresowanie wzięło się od taty, który zaraził mnie tą pasją. Tata grał, ale amatorsko. Zabierał mnie ze sobą na treningi, a potem sam zacząłem chodzić. Grałem z kolegami z podwórka.

= W jakim klubie zaczynałeś?

= Zacząłem od gry w drużynie, która funkcjonowała w mojej rodzinnej miejscowości Piotrowice. Tam działa klub POM Iskra Piotrowice. Zaczynałem mając około dziesięciu lat. Tam nie było mojej kategorii wiekowej, grali chłopcy starsi ode mnie i trudno było mi z nimi rywalizować. Dlatego stamtąd poszedłem do Sygnału Lublin, gdzie grałem ze swoimi rówieśnikami. Później trafiłem do szkółki piłkarskiej Legion w Lublinie, grałem również w Lubliniance Lublin. Następnie wróciłem do piłki seniorskiej i występowałem w klubie w rodzinnej miejscowości. Po sezonie przeniosłem się do Motoru Lublin, natomiast potem do Stali Poniatowa, z którą wywalczyliśmy awans do drugiej ligi. W tym momencie zacząłem coraz poważniej myśleć o tym, w jakim kierunku powinno potoczyć się moje życie. Zdecydowałem się rozpocząć studia na kierunku wychowanie fizyczne na AWF w Białej Podlaskiej. Początkowo moim klubem miało być MKS Podlasie Biała Podlaska, lecz z różnych względów wyszło inaczej. Ostatecznie wylądowałem w MKS-ie Mielnik. Po tym epizodzie przeszedłem do Orląt Radzyń i jestem tu już cztery lata.

= Na jakiej pozycji grasz?

-
Grałem już na wszystkich pozycjach – tylko nie na bramce. Ale w piłce seniorskiej gram tylko na obronie.

= Patrząc na twoją klubową przeszłość można stwierdzić, że miałeś wielu trenerów. Który miał na ciebie największy wpływ?

- Rzeczywiście było ich sporo. A kto miał największy wpływ? Chyba mój pierwszy trener, którym był Jacek Jamróz. To on wpoił mi, że ważna jest praca, praca i jeszcze raz praca. Uczył mnie, że do wszystkiego trzeba się przykładać. Mówił, że każdy trening trzeba traktować jak mecz: liczy się każde podanie, podejście do piłki. Jeśli czegoś nie robi się na treningu, to nie można wymagać, że uda się na meczu. Liczy się także koncentracja na każdej czynności. Ważne, aby nic nie działo się z przypadku.

= Według twojej oceny to dobrze, że miałeś wielu trenerów, czy lepsze efekty osiągnąłbyś pod okiem jednego?

- Każdy trener ma swoją filozofię i od każdego można się czegoś innego nauczyć. Moim zdaniem pod okiem tylko jednego trenera nie da się wszechstronnie ukształtować zawodnika.

= Twój największy sukces?

- Wydaje mi się, że było to trzecie miejsce na Mistrzostwach Polski Trampkarzy w Legnicy. Wtedy grałem w Lubliniance z obecnym kolegą z naszej drużyny – Damianem Rusieckim.

= Jakiej drużynie kibicujesz?

- Manchester United – to drużyna, której zawsze kibicowałem i nadal kibicuję. Kiedyś był tam taki zawodnik – Eric Cantona, bardzo podobał mi się styl i sposób, w jaki grał. Imponujące jest również podejście trenera sir Alexa Fergusona, który ich prowadził. On potrafił zdyscyplinować każdego zawodnika. W swoim zespole miał największe gwiazdy i z każdym znalazł porozumienie.

= Jesteś na ostatnim roku studiów. Jak oceniasz ten czas w swoim życiu?

- Studiuję wychowanie fizyczne. Nigdy nie miałem żadnej poprawki, przedmioty oraz egzaminy zaliczam bez kłopotów. Muszę przyznać, że ten czas naprawdę szybko minął i z pewnością go nie żałuję. Poznałem wielu interesujących ludzi i od każdego czegoś się nauczyłem.

= Czy już podczas studiów myślałeś o tym, aby trenować młodych adeptów sportu?

- Tak. Chociaż przyznam, że na początku nie brałem pod uwagę pracy z tak małymi dziećmi, bo... dziecko jest jak pusta biała kartka, na której trener czy wychowawca pisze. Dzieci chłoną to, co się do nich mówi. Przyznam szczerze, że na początku bałem się tej odpowiedzialności. Nie chciałbym nikogo skrzywdzić. Bo kartkę można zapisać pięknym charakterem, ale można też i niewyraźnym.

= Ilu masz podopiecznych i w jakim są wieku?

- Prowadzę Orlików Młodszych. Moi zawodnicy mają przeważnie po dziewięć lat, jest też kilku siedmiolatków. Grupa jest zróżnicowana wiekowo, ale ci młodsi nie ustępują swoim starszym kolegom. Robią duże postępy. Trenować systematycznie przychodzi około 23 chłopców. Jest też siedmioosobowa grupa, która przychodzi rotacyjnie, zależnie od czasu, jakim dysponuje. Dwa razy w tygodniu organizuję trening dla wszystkich i jeden dodatkowy dla najzdolniejszych. Jednak już wkrótce będą dodatkowe zajęcia dla grupy słabszej – chcę, aby oni również się rozwijali i czynili postępy. Jeden trening to blisko dwie godziny. Co jakiś czas trzeba robić przerwy, aby dzieci się nie przeforsowały.

= Co robicie podczas treningu?

- W pierwszym etapie, gdy rozpoczynałem z nimi treningi półtora roku temu, starałem się jak najbardziej zainteresować ich tym sportem, aby mieli z tego jak najwięcej przyjemności. Proponowałem jak najwięcej różnych zabaw, które niosły ze sobą też naukę. Te zabawy wykształcały umiejętności, które później mogłem egzekwować w postaci ćwiczeń.

= Od jakiego czasu jesteś trenerem?

- Od półtora roku. To moja pierwsza grupa, moja pierwsza praca w roli szkoleniowca.

= Jakie masz sposoby na zbudowanie porozumienia między tobą a zawodnikami?

- Jest tyle metod, ilu szkoleniowców. Każda metoda będzie dobra, jeżeli tylko okaże się skuteczna. Przede wszystkim mówię do nich prostym i zrozumiałym językiem. Staram się tłumaczyć różne sytuacje używając przykładów z życia codziennego. Muszę przyznać, że na początku chłopcy przychodzili na trening, a potem rozchodzili się każdy w swoją stronę. Teraz jest inaczej. Po treningach spotykają się ze sobą. Tworzą fajną, coraz bardziej zgraną paczkę. Gdy jesienią rok temu pojechali na pierwsze turnieje, wszyscy biegli do jednej piłki. Teraz wiedzą dużo więcej. Prosty przykład: wtedy rok temu, na jesieni w 20 meczach stracili 47 bramek, a teraz rozegrali 18 meczów i stracili tylko 10 bramek. Myślę, że jest progres w ich rozwoju i to zdecydowany!

= Czy masz w swojej grupie utalentowanych chłopców?

- W kilku chłopcach widzę zalążki, ich talent może eksplodować w przyszłości. Czy tak się stanie? To zależy od nich samych, jak będą podchodzić do tego, co robią.

= Co, twoim zdaniem, jest najistotniejsze w rozwoju młodego zawodnika? Co ty jako trener starasz się rozwijać przede wszystkim?

- Chłopców w tym wieku trzeba wychowywać i rozwijać w nich sprawność ogólną, a także koordynację, która jest podstawą wyjściową do dalszego ich rozwoju. Najważniejsze, aby dobrze się zachowywali i byli dobrymi ludźmi. A sport uczy charakteru. Na razie piłka jest dla nich dodatkiem. Ważne, aby zarazili się piłką nożną i rozwijali tę pasję.

= A jakie cechy trzeba mieć, aby być dobrym trenerem?

-
Trzeba być wyrozumiałym w różnych sytuacjach, ale najważniejsze, żeby być konsekwentnym w tym, co się robi. Dla tych dzieciaków nagrodą jest zagranie meczu. Za złe zachowanie – może być zakaz rozgrywania meczu, to jest w jakiś sposób dla nich kara. W ten sposób pokazujemy, co jest dobre, a co złe i w tym trzeba być konsekwentnym. Nie można dziecku ukazywać swojej dezaprobaty. W każdym ich zachowaniu, a także zagraniu trzeba szukać pozytywów i to w nich chwalić. Inaczej szybko zmieni się ich postawa do sportu i piłki nożnej na negatywną.

= Czy starasz się podnosić kwalifikacje jako szkoleniowiec?

- Staram się jeździć na konferencje, szkolenia. Na przykład w grudniu z kolegą Rafałem Borysiukiem byliśmy na konferencji w Poznaniu, w której brali udział światowej sławy prelegenci. Dzięki temu poznaje się innych trenerów, z którymi można wymienić się doświadczeniami i spostrzeżeniami. To jest bardzo pożyteczne, tym bardziej dla mnie – młodego człowieka.

= Jak zachęcisz młodych chłopców, aby przychodzili trenować i grać w Orlętach?

- Tutaj jest wspaniałe środowisko, otoczenie oraz atmosfera podczas treningów. Na wzór klubów zachodnich dzieci mają fajne, jednakowe stroje. Uczą się zachowań, które na pewno zaprocentują w ich przyszłym życiu. Co ważne, zawierają nowe przyjaźnie, budują więzi ze swoimi rówieśnikami. Jest także dobrze przygotowana i wyszkolona kadra trenerska. A do tego fantastyczna infrastruktura i dobra lokalizacja. Warto tu trenować.

Komentarze   

+4 #1 RE: "Sport uczy charakteru". Rozmowa z Robertem KazubskimPiotr 2014-02-06 09:29
Na Dzienniku Wschodnim piszą, że Motor czai się na Roberta. Chłopie nie daj się im wkręcić, bo w tej drużynie już wielu zawodników się zmarnowało. W Radzyniu chociaż wiesz na czym stoisz a jak masz odejść to idź do porządnej ekipy.
Cytować

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

VIDEO 1

Kalendarz wydarzeń

kwiecień 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
3
4
5
6
7
10
11
13
14
16
17
18
20
21
24
25
26
27
28

Dołącz do Nas

Video

Losowe zdjęcie

Brak grafik

Ostatnie dodane zdjęcia

Panel logowania

Osób online

Odwiedza nas 44 gości oraz 0 użytkowników.

 

 

Sponsor techniczny:

                                                                                                            

        

 

 

 

Ta strona stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka).

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem